Alandy, 6700 wysp między Szwecją a Finlandią. Na większości z nich nie ma nic - i o to właśnie chodzi

Należą do Finlandii, mieszkańcy mówią po szwedzku, a ich stolica nosi imię po rosyjskiej carycy. Słyną z pięknej przyrody i niezwykłych widoków. Na większości wysp nie ma nic - i właśnie po to przyjeżdża się na Alandy.
Zabudowania na Alandach/ Fot. Shutterstock Zabudowania na Alandach/ Fot. Shutterstock Zabudowania na Alandach/ Fot. Shutterstock

6700 wysp i wysepek, 20 tysięcy skał i szkierów

6700 wysp i wysepek, 20 tysięcy skał i szkierów

Na Alandach zbyt wiele zabytków nie uświadczysz, ale też nie dla nich tu się przyjeżdża. Złożony z ponad 6700 wysp i wysepek oraz 20 tys. skał i szkierów archipelag rozciągający się między Szwecją i Finlandią i rozdzielający otwarte wody Bałtyku od Zatoki Botnickiej słynie przede wszystkim z pięknej przyrody i jeszcze lepszych widoków. Wrażeń dostarcza już samo przypłynięcie promem zwłaszcza, jeśli płynie się od strony Finlandii, kiedy statek manewruje między wysepkami ledwie wystającymi ponad powierzchnię wody. Alandy są płaskie, skaliste, porośnięte mchem i sosnowymi lasami, z daleka wygląda to więc tak jakby kępy drzew wyrastały wprost z morza. Na większości wysepek poza tym nie ma nic.

Jedna z 6700 wysp/ Fot. Shutterstock Jedna z 6700 wysp/ Fot. Shutterstock Jedna z 6700 wysp/ Fot. Shutterstock

Na łyżwach przez morze

Na łyżwach przez morze

Wyspy Alandzkie są jednym z trzech - obok Wysp Owczych i Grenlandii - terytoriów autonomicznych w krajach nordyckich. Mają własny parlament, stolicę, system podatkowy, flagę, znaczki i nawet domenę internetową. Położone strategicznie na Bałtyku przez kolejne burzliwe lata przechodziły z rąk do rąk: znane i cenione w czasach wikingów, przez lata związane ze Szwecją, w XIX w. trafiły pod zwierzchność caratu, która skończyła się wraz z odzyskaniem niepodległości przez Finlandię. I to właśnie do niej formalnie należą, choć kulturowo bliżej im do Szwecji i w tym języku mówi większość mieszkańców. Ponieważ na tym skalistym kawałku - a właściwie kawałkach - świata pod uprawę nadaje się jedynie 9 proc. powierzchni, żyją głównie z rybołówstwa, obsługi promów i turystyki.

Stołeczne Mariehamn (jak nazywa się je częściej po szwedzku, zamiast fińskiej Maarianhaminy) to jedyne miasto na całym archipelagu. Zamieszkuje je 11 tys. osób, a co roku przewija się przezeń 1,5 mln turystów schodzących w porcie z promów niezależnie od pory roku.

Latem wyspy są doskonałym miejscem na ryby, wędrówki, rowery kajaki czy golfa, zimą przyciągają miłośników jazdy na łyżwach na długich dystansach. Wewnętrzne zatoki zaczynają zamarzać już z końcem listopada, potem dołączają do nich wody na wybrzeżach, a w bardziej mroźne zimy w wielkie lodowisko zamienia się także morze - da się wtedy dojechać na łyżwach nawet do Finlandii. Znacznie trudniej jest to zrobić w kierunku Szwecji, którą od głównej wyspy oddziela otwarte morze. Na Alandach znają i powtarzają jednak historię śmiałka, który w 1950 r. poszedł na całość i przejechał na łyżwach ze Szwecji przez archipelag do Finlandii.

Festiwal Wikingów/ Fot. Shutterstock Festiwal Wikingów/ Fot. Shutterstock Festiwal Wikingów/ Fot. Shutterstock

Wikingowie i czasy cara

Wikingowie i czasy cara

Historia "dróg" wiodących przez zamarznięty Bałtyk jest znacznie dłuższa. Za czasów caratu przez wyspy Alandzkie wiódł szlak pocztowy ze Sztokholmu do Petersburga, obowiązek dbania o który przypadł właśnie ich mieszkańcom. Wielu z nich straciło życie jadąc z przesyłkami wśród lodów. Dzisiaj o tamtej historii przypomina potężny XIX-wieczny dom poczty w Eckero. Pastelowy piętrowy budynek z wysokimi oknami architektonicznie nawiązuje do budowli znanych z carskiego Petersburga i stoi w najbardziej wysuniętym na zachód punkcie archipelagu zwrócony ku morzu tak, by świadczyć o potędze rozciągającego się wówczas po Alaskę imperium. Dzisiaj jest to najelegantszy budynek na wyspach, a konkretnie - na głównej wyspie połączonej z sąsiednimi systemem mostów. Żeby się dostać na dalsze, trzeba wsiąść na prom albo wynająć łódź.

Pommern/ Fot. Shutterstock Pommern/ Fot. Shutterstock Pommern/ Fot. Shutterstock

Statek-szczęściarz

Statek-szczęściarz

Najwięcej łodzi cumuje oczywiście w Mariehamn, miasteczku z ulicami okolonymi pastelowymi domami noszącym imię carycy Marii Aleksandrowny - żony cara Aleksandra II, który je założył. Jego największą atrakcją jest czteromasztowiec Pommern, dzisiaj statek-muzeum, niegdyś największy handlowy żaglowiec świata pokonujący trasy między Europą, Australią i Ameryką Południową, gigant o długości 95 m i masztach wysokich na 50 metrów, nazywany także statkiem-szczęściarzem, bo mimo intensywnych kursów z obu wojen światowych wyszedł niedraśnięty, a w czasie całej jego historii na morzu zginęło jedynie czterech ze służących na nim marynarzy.

Kastelholm/ Fot. Shutterstock Kastelholm/ Fot. Shutterstock Kastelholm/ Fot. Shutterstock

Sny o potędze

Sny o potędze

O czasach carskich przypominają również ruiny potężnej twierdzy Bomarsund budowanej dla pięciotysięcznego garnizonu. Plany te pokrzyżowała jednak wojna krymska w postaci sprzymierzonych wojsk brytyjsko-francuskich, które zdobyły ją po czterech dniach intensywnego ostrzału. Po wojnie Alandy zostały zdemilitaryzowane, a same fortyfikacje - rozebrane.

O potędze panującej tu wcześniej Szwecji miała z kolei świadczyć wybudowana w średniowieczu forteca Kastelholm. W czasach Gustawa Wazy stała się jedną z rezydencji królewskich, ale straciła na znaczeniu zniszczona przez ogień. W odbudowanym zamczysku znajduje się muzeum. Pierwotnie zostało wybudowane na wysepce, ale dzisiaj wody otaczają je jedynie z dwóch stron.

Na Alandach jest sporo kurhanów z ery Wikingów, a niektórzy wierzą, że właśnie tu znajdowała się ich legendarna stolica. Wojowników spotyka się tu zresztą nawet dzisiaj na corocznym - jednym z największych na świecie - festiwalu.