Polskie Wzgórza w Jerozolimie. Jedno z najdziwniejszych osiedli, jakie w życiu zobaczycie

W 1977 roku mieszkańcy pustyni ze zdumieniem obserwowali, jak na szczycie jednego z wysokich wzgórz powstają dziwne budynki o regularnych kształtach. Miały pięć pięter i wąskie okienka rozmieszczone na pentagonalnych wypustkach. Całość bardziej przypominała wielki plaster miodu albo kolonię kosmitów, niż znane z różnych części świata blokowiska.

Wokoło hulał wiatr. Nic nie zatrzymywało podmuchów sypiących piaskiem. Drzewa miały się tu pojawić dopiero za kilkanaście lat.

Potem przyjechali obcy. Większość z nich miała długie brody, na głowach nosili czarne kapelusze i w ogóle ubierali się na czarno. Zaludnili plaster miodu, a następnie nazwali go "Polskie Wzgórza", na cześć miejsca, z którego przybyli budowniczowie.

Imigracja

Dziś osiedle, obrośnięte drzewami i włączone w tkankę rozpełzłego przez lata miasta, nie budzi już takiej sensacji. Turystyczna mapa Jerozolimy ogranicza się do ścisłego centrum, izraelskiego parlamentu, Knesetu i muzeum pamięci Jad Waszem. W sumie nic dziwnego - kto, mając do wyboru przepiękne stare miasto, a w jego obrębie najważniejsze zabytki kilku religijnych wyznań, chciałby oglądać zdegenerowane architektoniczne formy gdzieś na obrzeżach?

Ramot Polin w Jerozolimiefot. Filip Faliński, stacjafilipa.pl

Na Polskie Wzgórza, po hebrajsku zwane Ramot Polin, ciężko więc trafić. Większość miejscowych nigdy nie słyszała tej nazwy, a ci, którzy przypadkiem mieszkają w pobliżu, dziwią się: po co specjalnie tam jechać? Zapewne nigdy nie widzieli fotografii osiedla z lat siedemdziesiątych. Tych z pustynią i surrealistyczną "kolonią kosmitów" pośrodku niczego.

Żydzi przybyli tutaj parę lat po wygranej przez Izrael wojnie sześciodniowej. Młode państwo izraelskie borykało się wówczas z problemem braku mieszkań dla zwiększającej się populacji kraju, rozpoczęto więc budowę osiedli na terytorium Zachodniego Brzegu Jordanu. Bo, formalnie rzecz biorąc, Polskie Wzgórza leżą już poza terytorium Izraela. Po drodze z centrum miasta przejeżdża się teoretyczną, niewidoczną granicę. W rzeczywistości skomplikowana linia faktycznego podziału leży dalej, a jej przebieg ciężko od razu zrozumieć. Przecież za oknami nic się nie zmienia - mijane budynki zamieszkują Żydzi, linię autobusową obsługuje przewoźnik z żydowskiej części Jerozolimy, na szyldach sklepów migają napisy w języku hebrajskim.

Ramot Polin w Jerozolimiefot. Filip Faliński, stacjafilipa.pl

Architekt

Nowa dzielnica, mająca zapewnić 720 nowych mieszkań, miała powstać kilka kilometrów na północny zachód od centrum Jerozolimy. Jej realizacji podjął się Cwi Hecker, architekt polskiego pochodzenia, którego ciężko jednak określić jako Polaka. Urodzony w 1931 roku w Krakowie Hecker przeżył wojnę, po której wyemigrował na ziemię Izraela. Tam żył i tworzył od dziewiętnastego roku życia, by na starość osiąść - o ironio - w Niemczech. Nigdy już nie powrócił do kraju swoich przodków.

Podobne historie często słyszy się na ulicach izraelskich miast.
- Jesteś z Polski, jak miło - wita się starsza kobieta, czekająca wraz ze mną na poczcie w kolejce do okienka. - Mój ojciec był Polakiem, mieszkał w... Hru-biee-szo-wie - Żydówka sylabizuje trudną dla niej nazwę.

Zmieniają się tylko miasta, pokolenia. Nie Hrubieszów, a Kraków, Lublin, Włoszczowa. Tamci przeżyli Holocaust, inni nawet nie znają imion swojej najbliższej rodziny. Nie czują się Polakami, bo i Polacy nie przyjęli ich tak naprawdę do swojej społeczności. Kto dziś pamięta, że nawet Dawid Ben Gurion, ojciec-założyciel współczesnego Izraela, urodził się w Płońsku?

Cwi Hecker nie wrócił więc do Polski. Swoje eksperymentalne budynki stawia głównie w Izraelu oraz Niemczech, gdzie aktualnie mieszka. Najbardziej znanymi realizacjami w karierze architekta są spiralny dom w Ramat Gan, którego zewnętrzne klatki schodowe tworzą imponujące zawijasy na podobieństwo ślimaczej muszli, ratusz w Bat Yam, zbudowany w kształcie odwróconej piramidy schodkowej, oraz Żydowskie Centrum Kulturalne w Duisburgu.

Mieszkańcy

Architektura Ramot Polin nie przetrwała próby czasu. Efektownie wyglądający "plaster miodu" okazał się niewygodny w codziennym użytkowaniu. Mieszkańcy zaczęli więc wykuwać dodatkowe okienka, rozbudowywać ciasne wnęki, niszczyć formę przyklejonymi do ścian klimatyzatorami i antenami satelitarnymi.

Ramot Polin w Jerozolimiefot. Filip Faliński, stacjafilipa.pl

Ramot Polin w Jerozolimiefot. Filip Faliński, stacjafilipa.pl

A potem porozklejali wezwanie do litościwych córek Izraela. Plakaty wiszą w całej okolicy, przypominając kobietom o zachowaniu godnym ortodoksyjnej Żydówki. "Litościwe córki", aby mogły być pobłogosławione, powinny ubierać się skromnie, nie nosić obcisłych ubrań, a wręcz spalić je w ogniu. Naprawdę najdzielniejsze kobiety powinny - według autorów odezwy - poświęcić się dla państwa i służyć w armii. Podpisano: "wielcy Izraela, rabinowie dzielnicy".

Dzięki wezwaniu do litościwych córek nie ma wątpliwości: osiedle zamieszkane jest przez społeczność ultraortodoksyjnych Żydów, haredim. To bardzo specyficzna i niejednorodna grupa wyznaniowa - część z nich sprzeciwia się nawet istnieniu państwa Izrael; inni z kolei, jak widać po plakatach rozwieszonych na Polskich Wzgórzach, zdecydowanie wspierają silny żydowski organizm państwowy. Wszystkich ortodoksów cechuje jednak niechęć do obcych i kulturowe zamknięcie w granicach swojej grupy. Chcę spytać któregoś z mieszkańców jak żyje się w futurystycznym plastrze miodu. Czy założenia, które cieszą oczy architektów i urbanistów, nadają się do długoletniego zamieszkania? Zaczepiam kilkoro przechodniów, jednak żaden z nich nie chce zamienić z przybyszem ani jednego zdania. Twierdzą, że nie mówią po angielsku, rosyjsku, polsku, po czym uciekają, unikając kontaktu wzrokowego.

Ramot Polin w JerozolimieAutor: Filip Faliński, stacjafilipa.pl

W porównaniu do innych dzielnic ortodoksyjnych Żydów, ze słynną Mea She'arim na czele, Polskie Wzgórza emanują jednak spokojem. Nie wybuchają tu zamieszki religijnych fanatyków, a turyści są jedynie obchodzeni szerokim łukiem, nie zaś wypędzani z pomocą kamieni i hebrajskich wyzwisk.

Autobusem linii 73 powracam do centrum Jerozolimy. "Hatachana haba'a" - słychać z głośników rozmieszczonych w pojeździe - czyli "następny przystanek". Ekscentryczni mieszkańcy surrealistycznego osiedla porozumiewają się ze sobą dziwnym językiem, w zapisie i mowie nie przypominającym żadnego innego. Ciekawe, czy w mieszkaniach dałoby się jeszcze usłyszeć przykurzoną polszczyznę.

Ramot Polin w Jerozolimiefot. Filip Faliński, stacjafilipa.pl

Osiedle Ramot Polin, czyli Polskie Wzgórza w JerozolimieAutor: Filip Faliński, stacjafilipa.pl

Komentarze (57)
Polskie Wzgórza w Jerozolimie. Jedno z najdziwniejszych osiedli, jakie w życiu zobaczycie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • natassja

    Oceniono 106 razy 94

    "dziwią się: po co specjalnie tam jechać? Zapewne nigdy nie widzieli fotografii osiedla z lat siedemdziesiątych. Tych z pustynią i surrealistyczną "kolonią kosmitów" pośrodku niczego."

    Po co w ogóle takie zdanie, skoro i tak nie pokazujecie takich zdjęć/zdjęcia w artykule? Tylko stan obecny, nadgryziony zębem czasu?

  • Alex Bozek

    Oceniono 96 razy 90

    chciałbym zobaczyć rozkład pomieszczeń :)

  • Gość: cezar85

    Oceniono 61 razy 45

    albo kwaszenie, albo projektowanie

  • Gość: Nemo

    Oceniono 44 razy 42

    Jakby huragan przez ogródki działkowe przeszedł...

  • janusztracz77

    Oceniono 25 razy 25

    Tak na marginesie. Ultraortodoksyjni Żydzi to raczej nie służą w wojsku, a kobiety z takich rodzin niekoniecznie mogą swobodnie się kontaktować z osobami spoza rodziny. Nie o takich chyba zatem chodzi na plakatach, które wzywają córy Izarela do armii.

  • daria_luna

    Oceniono 38 razy 22

    Ignorancja spowodowała, ze temat osiedla napisany jest w tonie sensacyjnym. A to żadna sensacja. Według autora, w 1977 roku mieszkańcy pustyni ze zdumieniem obserwowali powstające dziwne budynki o regularnych kształtach? Skąd takie stwierdzenie, skoro autor skarży się, ze nikt nie chciał z nim rozmawiać. Taka kultura. Fajnie za to brzmiała pochwala autochtonów, ze nikt nie obrzucił go kamieniami i wyzwiskami.

    Jak rozumiem, pustynia leży tuz przy Jerozolimie, a nawet obecnie w jej granicach, to mieszkańcy w większości byli i sa Żydami. I co, oni nie wiedzieli, co powstaje? Przecież to typowe dla obejść ortodoksyjnych Żydów zewnętrzne pokoje, służące, jako namiastka szałasu do spędzenia Święta Szałasów. W czasie tych świąt, na tydzień Żydzi wynoszą się z domów i dla upamiętnienia wyprowadzenia ich narodu z ziemi egipskiej.

  • Gość: elma

    Oceniono 34 razy 16

    Byłem tam wielokrotnie przez dłuższe okresy czasu (na ile pozwalają przepisy państwa Izrael) i też spotkały mnie nieprzyjemności w dzielnicy Jerozolimy - Mea Shearim. Gdyby podobnie zachowali się Polacy w stosunku do Żydów, to byłby totalny antysemityzm - ot filozofia Kalego Szechtera.

  • cometto-pl

    Oceniono 30 razy 16

    "Zapewne nigdy nie widzieli fotografii osiedla z lat siedemdziesiątych. Tych z pustynią i surrealistyczną "kolonią kosmitów" pośrodku niczego" - szkoda, że my też nie zobaczyliśmy...

    Swoją drogą, BARDZO droga budowla i przy okazji mało funkcjonalna. Inwestorem zapewne było państwo?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX